Dzieło? Antydzieło? - Kicz.
Kicz – antysztuka czy sztuka szczęścia ?
Odkąd po raz pierwszy w latach 70 XIX krytycy sztuki użyli słowa KICZ budzi ono kontrowersje. Mało które pojęcie jest tak nieprecyzyjne i niedookreślone. Początkowo „kicz” odnosił się tylko do wytworów tzw. wielkiej sztuki – a raczej do jej przeciwieństw, oznaczał zatem wyjątkowo nie udane obrazy, rzeźby, utwory literackie czy muzyczne. Z czasem jednak trzeba było do tej listy dołożyć także przedmioty codziennego użytku, elementy odzieży, filmy itp. Kicz stał się wszechobecny, mimo iż piętnowany i wyśmiewany ciągle znajduje nowych odbiorców. Jak zatem wytłumaczyć fenomen jego popularności?
Hermann Broch twierdził, że kicz jest złem w systemie wartości sztuki. Kicz mówi: „rób aby było piękne” sztuka „rób aby było dobre”. Jednak natura ludzka daleka jest od utożsamiania piękna ze złem. Przeciwnie, lubimy otaczać się pięknem, cóż z tego, że część odbiorców wybiera piękno łatwe – a zatem raczej zachód słońca nad morzem czy już ikonicznego jelenia na rykowisku niż Panny z Awinionu czy Wielkie Kąpiące, które docenić można tylko dysponując określoną wiedzą, gustem, „wyrobieniem artystycznym”.
Kicz nie wymaga od nas ani umiejętności osadzenia go w określonym kontekście kulturowym, ani wiedzy z dziedziny sztuki – istnieje sam dla siebie, w pewnym sensie idealny w swej niedoskonałości, jego jedynym celem jest uszczęśliwienie widza. Nie ma tu zatem miejsca na podejmowanie trudnych, egzystencjonalnych tematów, nie ma potrzeby wznoszenia się na wyżyny kunsztu artysty, ani nawet sensu używania równie skomplikowanych technik i cennych materiałów jak w przypadku sztuki wysokiej.
Abraham Moles wyszczególnił kilka podstawowych cech kiczu:
- niedostosowanie, przekroczenie zasady funkcjonalności
- kumulacja, gromadzenie w przedmiocie różnych funkcji
- synestezja, oddziaływanie na wiele zmysłów na raz
- przeciętność
- komfort, unikanie trudnego i niewygodnego.
Upraszczając: sedes w kształcie łabędzia grający melodyjki przy spuszczaniu wody jest kiczem albowiem posiada co najmniej trzy z wyżej wymienionych cech. Oczywiście większość przykładów kiczu nie jest aż tak przerysowana.
W dziejach sztuki wyróżniamy okresy które szczególnie obfitowały w zjawiska związane z kiczem. Manieryzm, rokoko, secesja, pop-art – każde z nich przez następne pokolenie uznawane było za przykład „upadku sztuki”. Manieryzm, kojarzył się z udziwnieniem, rokoko z przesadną dekoratywnością i złym gustem (pozłacany damski buduarek), secesja z przerostem formy nad treścią a pop art z programową kpiną z wysokiej sztuki i komercją. Musiało minąć trochę czasu i oto nastąpił cud, owe wyśmiewane, ukrywane na strychach czy wymieniane na nowsze przykłady stylów upadłych znajdują poczytne miejsce w szacownych muzeach i kolekcjach. Nikt już nie odmawia „gołym damom” Bouchera miana sztuki. Czy zatem czas ma moc ozdrawiającą? Czy zawsze odziera z obiektu warstwę kiczu pozostawiając szlachetne wnętrze? Niestety sprawa nie jest tak prosta, zwłaszcza jeśli nie dotyczy wysokiej sztuki a spraw życia codziennego, a właśnie w tych zagadnieniach koncentruje się nasz współczesny kicz powszedni.