Świat z papieru - wycinanki Anny Sergott
3 lutego 2015 r. odbył się wernisaż wystawy "Świat z papieru - wycinanki Anny Sergott".
Autorka o wystawie:
Trudno jednoznacznie wskazać genezę jakim jest wycinankarstwo w obrębie polskiej sztuki ludowej. Przyjmuje się, iż swój szczytowy okres rozwoju przeżywało między rokiem 1870 z 1890. Wpływ na to miało spopularyzowanie na wsi tańszego papieru, który okazał się niezwykle wdzięcznym medium. Łatwy w obróbce nie wymagał wielkiego wysiłku czy nakładów finansowych, a jednocześnie pozwalał na uzyskanie prac o niezwykłych walorach dekoracyjnych.
Badacze upatrują korzeni tej gałęzi sztuki ludowej jeszcze przed XIX wiekiem. Jako pierwszą możliwą inspirację wymienia się listy kancelarii – oficjalne dokumenty w których już od XVII wieku pieczęcie umieszczano na artystycznie wyciętych fragmentach papieru. Najpopularniejszym motywem podkładów były gwiazdy u rozety. Nasuwa się jednak pytanie czy oficjalne dokumenty urzędowe, rzadko będące w posiadaniu chłopów, mogły wywrzeć aż tak głęboki wpływ na ludowych twórców. Pozostaje zatem drugi trop – wycinanki żydowskie. W wielokulturowym tyglu jakim buła Rzeczpospolita chłopi na co dzień stykali się ze swoimi żydowskimi sąsiadami – wystarczyło pójść do karczmy, krawca, szewca czy na jarmark do pobliskiego miasteczka. Z okazji wielu świąt w domach żydowskich okna wyklejano małymi arcydziełami z papieru. Jedną z najpopularniejszych form były rojzel’ech (rozety) z których najprawdopodobniej wywodzą się wycinanki kołowe. Regiony w których uprawiano wycinankarstwo starały się wypracować własne, charakterystyczne dla siebie style.
Dziś prym wiedzie wycinanka łowicka, która stała się wręcz zjawiskiem popkulturowym – obecnym w designie, modzie, reklamie, niestety powoli zatracająca swój pierwotny charakter. Na bliższych nam Kujawach, Kaszubach czy Pałukach dominowała wycinanka monochromatyczna – biała lub z papieru wtórnie barwionego na jeden kolor. Ograniczano się do wytwarzania „firanek” którymi wyklejano okna i „taśm” zdobiących brzegi półek. Tematykę prac można podzielić na trzy nurty: abstrakcyjne, geometryczne, motywy otaczającego świata (zwierzęta, rośliny, ludzie narzędzia gospodarskie). Już początek XX wieku przyniósł odwrót od tej sztuki dekorowania wnętrza chat. Popularne stały się tanie „jarmarczne” ozdoby nie wymagające zaangażowania, czasu ani talentu.
To, że wycinanka nie zaginęła zawdzięczamy pasjonatom, wśród których znaleźli się etnolodzy, historycy czy wielcy artyści jak choćby Wojciech Gerson, który z pasją kolekcjonował wycinanki. Dostrzegli oni w tych kruchych arcydziełach potencjał i ogromną wartość artystyczną, której nie można było zatracić. Po II wojnie światowej wraz z modą na „Cepelię” sztuka ludowa nabrała wiatru w żagle i w licznych ośrodkach przypominano sobie również o wycinance, często jednak niestety z pobudek czysto handlowych nie zaś z głębokiej potrzeby estetyzacji przestrzeni jak miało to miało miejsce u źródeł wycinankarstwa.
Moja przygoda z wycinanką zaczęła się od … kwiatów z krepy. Wielokrotnie podziwiałam dzieła znakomitych artystek ludowych z Krajny i Pałuk. Ich bukiety żniwne, kropidła czy rózgi budziły zachwyt i chęć naśladownictwa. Po jakimś czasie kwiaty przestały mi wystarczać. Niewątpliwie atrakcyjne wizualnie nie pozwalały jednak na dodanie czegoś od siebie, na stworzeni własnych historii.
I tu pojawiła się Marta Gołąb – wielka twórczyni wycinanek żydowskich. Precyzja jej prac, wyczucie piękna, rozmach pozostaną dla mnie niedoścignionym wzorem. Zdecydowałam się na wycinanki kołowe chciałam połączyć tradycję ludową z własnym widzeniem otaczającej nas rzeczywistości. Najpierw nieśmiało rozpoczęłam od form geometrycznych, potem zasadziłam rośliny, wyhodowałam zwierzęta, a na końcu zaprosiłam do mego papierowego świata także ludzi.
Anna Sergott.