Smaki Bożego Narodzenia na Krajnie
Wigilijna kolacja na Krajnie.
Już w krótce zasiądziemy do wigilijnych stołów, to co na nich znajdziemy jest pokłosiem mieszania się tradycji danego regionu, przyzwyczajeń kulinarnych rodziny a w końcu także wpływów, jakie przez ostatnie 50 lat wywierały na nasze kuchnie książki kucharskie, prasa, radio czy telewizja. W rezultacie mamy podział na tak zwany program obowiązkowy w postaci karpia, barszczu, grzybowej, pierogów, pierników i makowca oraz zestaw dowolny w którym mogą pojawić się zupa z suszonych owoców (brzady), kapusta z grzybami i tak dalej.
Warto się jednak zastanowić, ile wspólnego mają ze sobą nasza wigilijna kolacja, z tą którą podawała swojej rodzinie prababcia. Z dawnych obyczajów pozostało nam przywiązanie do postności podawanych potraw. Nadal także pilnujemy, by pojawiły się trzy podstawowe składniki: mak, miód i grzyby. Wywodzą się one z tradycji starszych niż chrześcijaństwo, a wiążą z tak zwanymi ucztami umarłych, którym oddawano cześć o tej porze roku. Mak symbolizował sen i śmierć a także zamieranie przyrody, miód to dar bogów przynoszący dostatek i obfitość, grzyby zaś pochodziły z lasu, czyli sfery sacrum i, jako takie, niosły ze sobą błogosławieństwo przodków. I to właściwie tyle. Potrawy jakie nasi antenaci spożywali w ten wyjątkowy wieczór, nam współczesnym, mogłyby nie wydawać się specjalnie atrakcyjne.
Starano się przygotować nieparzystą liczbę dań, od trzech – w najuboższych chatach, do dziewięciu – w zamożniejszych, przy czym, jeśli nie dało się inaczej, orzech liczono jako osobne danie by wszystko się zgadzało. Tego wieczoru królowały kasze, większość gospodyń podawała trzy rodzaje, najbiedniejsi mieli przynajmniej jaglaną. Kasze symbolizowały dostatek i dobre plony, dopiero pod koniec XIX w zostały wyparte przez perki (ziemniaki). Za okrasę służył olej lniany, zresztą odgrywał on istotną rolę podczas tego wyjątkowego wieczoru, bowiem z utartego siemienia lnianego sporządzano także zupę zwaną siemieniatką. Była to tłusta mdła potrawa i to mimo prób ratowania jej smaku przez dodanie liści bobkowych, cebuli i mąki. Zamiast niej podawano czasem windołochę (wiendołochę) czyli zupę z suszonej brukwi. Nic dziwnego, iż kiedy po pierwszej wojnie światowej zaczęły się pojawiać zupy rybne i barszcz przyjęto je z entuzjazmem. Wspomniane już grzyby przyrządzano na różne sposoby, najczęściej po prostu smażono je na oleju. Kiedy indziej gotowano z kapustą, nie znano natomiast pierogów i to nie tylko tych z grzybnym farszem. Na Krajnie pierogi przyjęły się na dobre dopiero po II wojnie światowej, wraz ze sporą migracją ludności z dawnych kresów wschodnich.
A co z rybami? Mimo ich obfitości z jakiej słynęły nasze rzeki i jeziora były one dość kosztowne, zatem nie pojawiały się na każdym stole. Przyjęło się uważać, iż tradycja przygotowywania karpia na wigilię została wprowadzona w PRL-u. To nie do końca prawda, owszem, wtedy spopularyzowano tę łatwą w hodowli, a przez to opłacalną w produkcji rybę, ale stawy hodowlane znane były w Polsce od dawna a w naszym regionie od końca XIX w. co nie zmienia faktu, iż wówczas była to opcja tylko dla najzamożniejszych. Również śledzie nie pojawiały się często, gdyż jako ryby morskie musiały być konserwowane (najczęściej solone) aby przetrwać transport co wpływało na ich cenę. Pozostawały zatem inne gatunki ryb słodkowodnych, ceniono zwłaszcza szczupaki i węgorze ale nie pogardzano i płotkami.
Na koniec warto wspomnieć o słodkościach. Struclą nazywano makowiec, który był najpopularniejszym ciastem wigilijnym. Dalej były pierniczki służące także do dekoracji choinki i obdarowywania najmłodszych. Niektóre gospodynie przygotowywały makiełki czyli kawałki bułek pszennych wymieszane z makiem utartym z miodem. Co ambitniejsze panie domu szykowały wypieki już w adwencie. Były to chociażby kruche ciastka pszenne w kształcie zwierząt czy nastawiały piernik, który musiał dojrzewać minimum trzy tygodnie przed wstawieniem do pieca, warto było jednak wykazać się cierpliwością, gdyż łakocie te miały wyjątkowy smak, a w tamtych czasach słodycze były prawdziwie odświętnym rarytasem.
Cóż, skoro już wiemy co gościło na stołach krajeńskich przodków, pozostaje nam przy naszej wigilii zabawić się w detektywów, próbując wyśledzić, które spośród przysmaków mają regionalne korzenie. Życzę Państwu smacznych świąt!
Opracowała Anna Sergott
Materiał na zasadach licencji CC BY-NC-SA